top of page

Stała zmienna

ChatGPT Image 23 gru 2025, 19_14_56.png

GUTIME

Chwile momenty do zanikań

w listopadowych skryte grudniach

kiedy jest ciemno od południa

i już niczego z nich nie czytasz

 

można napełniać niedosyty

snów słońca nawet czarnej plamy

lecz wszystkie w barwach takich samych

znajome stare rekwizyty

 

czasami tak nam się wydaje

że pewne rzeczy tylko nocą

bo w mroku jakby lepsza ostrość

choć potem nic nie pozostaje

 

można poskładać kiedy ciemno

widać co jasne i czym świeci

tak rok po roku jakoś leci

naiwnie licząc na wzajemność

 

coś porozpala z niewygaszeń

ale nie będzie nic tak samo

byleby miłość na dobranoc

ze smakiem

 

jak za pierwszym razem

PIOSENKA WSPÓLNA - BEZ POMYŁEK

Ta chwila to jest nasza droga

wspólnie wędrujmy taką drogą

i niechby nawet wbitą w slogan

jak nic donikąd do nikogo

lecz towarzystwo ponad miejsce

a jestem będę

najważniejsze

 

poznajmy dziury i zakręty

nie lepiąc szlaku z martwych było

złożymy razem elementy

zmieniając starą w nową miłość

dla już pewnego bądź pozostań

z nadzieją że to

droga prosta

 

wszyscy idziemy w jedną stronę

nawet ci których z nami nie ma

czasem nas spotka nagły koniec

niewiele więcej na ten temat

czy chwytasz tracisz czy doceniasz

wszystko zapisze los

w znaczeniach

 

i nie zawrócisz nie powstrzymasz

jak wicher pędzi znany koniec

idź ze mną mamy ten sam klimat

te same prawdy przyswojone

sposób wybory pojmowanie

czym jest to całe

wędrowanie

 

to nasza droga moja z tobą

i twoja ze mną znamy trasę

śmiejmy się światem budząc obok

siebie i bawmy wspólnym czasem

to zaszczyt kochać każdą chwilę

bez stresu strachu

bez pomyleń

ZANIKANIE

W światełkach wszelkich zanikanie

jak faktów w statystykach

wśród argumentów tam się staniesz

gdzie jest najłatwiej znikać

 

i pewnie więcej nie zobaczysz

bez kształtu są bez cienia

niewiele jest ukrytych znaczeń

w stanowczym do widzeniach

 

nie żałuj że nie będzie więcej

są gorsze scenariusze

oszczędzaj na następne szczęście

tak dobrze jest nie musieć

 

w światełkach obaw nie brakuje

lecz nie zaszkodzi jaśniej

oświetlić kilku starych ujęć

i przeżyć je wyraźniej

 

więc wypij tyle ile w rzekach

i zapamiętaj smakiem

a jeśli więcej nie doczekasz

nakarmisz wszystko brakiem

 

 

 

 

 

 

 

 

SPEJS

Brakuje siły w bolących palcach

pełno snu wszędzie ale nie zbawia

noc winą kruszy drobiny nieba

w tych okruszynach nie boli przebacz

płynie w podobne a tydzień mieli

te same rzeczy na siedem dzielisz

ale się nie śpiesz i naucz chwile

jak znaleźć siebie w setkach pomyleń

co tkają z obaw misterną siatkę

będzie świadomiej i trochę łatwiej

kołuje nad tym stos jakiś planów

innych niż bzdury prosto z ekranu

w stercie pomysłów niewiarygodnie

szary dzień pęka w mroku za oknem

noc przyczajona snem mocno gniecie

rytm wszelkich obaw zaśnie po trzeciej

ale już rankiem może coś zmienić

kiedy nieznane z ponad przestrzeni

powie ci jak masz iść w stronę słońca

dosyć radośnie myśląc o końcach

 

 

 

 

 

OKRUCH

Niejasny okruch siebie

tak szybko w czas ucieka

i dokąd po co nie wiesz

nie czekasz nikt nie czeka

 

to dziwne coś jak zawsze

ukryje sens wśród ludzi

nie ujrzy ten kto patrzy

nie znajdzie kto zagubił

 

spróbujesz to zapisać

zupełnie tak jak nigdy

lecz przecież tylko cisza

nie powie nic nie skrzywdzi

 

to niby takie głupie

gdy nie masz nic a jesteś

nie myślisz o tym dłużej

jest pełno innych nieszczęść

 

i ponoć życie cudem

to teraz to na zawsze

a wszędzie cierpią ludzie

aż ściska kiedy patrzysz

 

nie jesteś nic nie mówisz

i nie masz żadnych wcieleń

czas czasem myśl wybudzi

ty ja on ona

 

berek

 

 

 

 

 

 

 

 

FAJNDER

 

Lśnij w trudnych dłoniach trzymaj dni w ustach

z nadzieją w myślach w pewnych rozstaniach

w nocy bo przecież noc to też pustka

w dziurawych ścianach pochowaj banał

 

bądź w krwi co pędzi po gęstych żyłach

napędza wzrusza bawi nas setnie

w chwilach co czasem takie że wybacz

w oku gdy z wiekiem bezwolnie ślepniesz

 

mieszkaj we wszystkim i po swojemu

w pewności dumy w sile niemocy

bądź ciągle przy nas gdybym już nie mógł

wybaczać albo znów o coś prosić

 

ubrany w słowa czasem ponure

wymierzaj razy w zbolałych zdaniach

kiedy dni wspinasz pod stromą górę

gdy wątpliwości chcesz porozganiać

 

mieszkaj w pokorze bądź pogodzony

z tym że gdzieś kiedyś wszystko inaczej

pozwól pamiętać dni z każdej strony

w pewności o tym że to coś znaczy

 

świeć nam w ciemności i czasem jeszcze

kołysz usypiaj sens chowaj w datach

znajdziesz się łatwo wiemy gdzie będziesz

nasz końcu świata

 

ZBYT SZYBKO

Tak to wszystko szybko mija

zamordował śnieg w tym roku

twoją córkę styczniu

zima

bielą znosi dobry spokój

 

chwile wcale niepodobne

do namiastki świętej doby

omijają nas nieskromnie

i nie można nic z tym zrobić

 

życie jak to życie boli

ważne nie iść w stronę cienia

choć ku światłu strome schody

i tak dużo do stracenia

 

wielu ludzi czas pożegnać

ogrom myśli pozostawić

na coś czekać i nie czekać

ignorować błahe sprawy

 

to odnaleźć to odmienić

czasy się po prostu dzieją

jeśli już to zaszczepieni

bądźmy wiarą i nadzieją

 

 

 

NOFIKS

Co pojawia się to znika

za oknami większych znaczeń

pomyśl o tym nie dotykaj

bo utracisz i zapłaczesz

 

w nieważnościach wszelkich rzeczy

ścisłych gęstych wydarzeniach

przemilcz żeby nie zaprzeczyć

że co było tego nie ma

 

pojawiło się na moment

tam pod czaszką ślad pokory

nie

 

szaleństwo kiedy człowiek

znosi ustalone wzory

 

nie brnij bardziej w nieistnienie

chociaż jest od dawna w drodze

co poza nim tylko mgnieniem

nie zatrzymasz bo nie możesz

 

martwym spokój troski żywym

znika to co się pojawia

nie myśl co by było gdyby

nikt po tobie nie poprawia

OPRÓCZ

 

Oprócz złorzeczy każdej dobie

przyniosło czasów kilka kilo

sensem skurczyło ludzki krwiobieg

 

przemija pewnie w swoich stronach

bo ku pamięci zapisane

i nawet przeszłość jest zdziwiona

 

takie niezwykle dumne z siebie

ze świadomości i z wyborów

choć nikt niczego o nim nie wie

 

szczęśliwie barwne uśmiechnięte

jakby w finale wielkiej sztuki

brawa z radości niepojętej

 

dumne i dziwnie pewne swego

jest kochające bo kochane

bez głupich pytań co dlaczego

 

chce dalej pewnie trwać przy sobie

we wszystkim co się zjawia po nim

nie dla człowieka czasem człowiek

 

oprócz

to droga zagubionych

MEJBI

Bez pożegnania chyba jest lepiej

długo rozmyśla jakby to poczuł

cierpliwie milczy niczego nie wie

nic nie przepływa z oczu

do oczu

 

zimno nie tylko gdzieś tam za oknem

brakuje czasu na dobrą kawę

na miłość myśli albo samotność

na boże miły na dobrą

sprawę

 

bo już nie wierzy w to co usłyszy

nie daje wiary temu co widać

uczy się teraz przyswajać w ciszy 

i pożegnania i każde

chyba

 

na wszystko inne zabrakło czasu

choć plotka niesie że dostrzec można

jak gdzieś na ścieżkach cygańskich lasów

błąka się bardzo znajoma

postać

 

czas płynie dalej i my płyniemy

lecz teraz wolniej bardziej prawdziwiej

z pakietem wspomnień lecz przeminiemy

jak najłagodniej

jak najmożliwiej 

PRZYSTAŃ

Rozgrzewa wszystkie noce jak piecyk

podaje mleko z sodą bez zmartwień

cierpliwie może być albo nie być

czuje najbardziej

 

jak ja się śmieje i tak jak ja grzeszy

bez oczekiwań rozjaśnia noce

nie trzeba błagać prosić jak kiedyś

wygrana z losem

 

czas odnajduje kiedy brak czasu

przynosi spokój na całe szczęście

wycisza przestrzeń pełną hałasów

sprawia że jestem

 

tego wszystkiego nie da się schować

czuję jej bliskość i wielką siłę

nie serialowa i nie książkowa

bardziej prawdziwe

 

po tamtej która nosiła burzę

i tak zniknęła jak się zjawiła

jest moim końcem wszelkich powtórzeń

ostatnia przystań

JUARE

 

Jeśli jesteś domem w tobie ukochanej

solidne podłogi i wzmocnione ściany

 

bo po tamtej która kruszy fundamenty

dobrze spasowane wszystkie elementy

 

jeśli pewne teraz to już tak na zawsze

warto będzie poczuć zanim ślady zatrze

 

razem my tuż obok w dobrym i zwątpieniu

nie tak że ktoś kochał potem nagle nie mógł

 

jeśli wnosisz spokój to jak dzień wśród nocy

docenianie chwili długich spojrzeń w oczy

 

wszechobecnym trwaniem dobrym i spokojnym

nikt z nas nie wywoła damsko męskiej wojny

 

jeśli jesteś prawdą to największą wiarą

wsparciem towarzystwem na pędzącą starość

 

można pięknie znikać w nadchodzących cieniach

oto przywrócenia

oto zagubienia

BEZSENNOŚĆ

 ​

Suną światła po niebie

smutnie ziewa bezsenność

coś tam wiesz czegoś nie wiesz

chyba już wszystko jedno

 

tak niewiele jest prawdy

gdy przez ciemność przeciekasz

kropla kłamstwa zadławi

nikt na ciebie nie czeka

tak niewiele już możesz

mocno wbijasz noc w ziemię

łapiesz szczęście za koniec

przeszłość rzucasz za siebie

 

czas odwraca jej wątek

dziwnym smakiem goryczy

to co przyniósł początek

dziś się przecież nie liczy

 

ludzie mówią podobno

że czasami rozstanie

jest zbawieniem

w samotność

przeganiają precz pamięć

 

myślę

zawsze jest trudno

los rozmywa dni w plamach

tylko rzadziej już północ

czołga myśli do rana

ZACIERANIE

 ​

Popatrz w to takie zacieranie
brak mu postaci końca nie ma
wpada w obłędnie dziwny taniec
nie na temat

zabiera z niebań cuda chwilom
ciszę pozbawia wątłych bywań
tak pisze żeby trudniej było
odczytywać

co zapisali gdzieś tam w świecie
ci którzy byli z sobą blisko
nikt już niczego o tym nie wie
starte wszystko

to zacieranie gdy się zjawia
bawi się nami nie chce odejść
na jedną kartę wtedy stawiaj
każde potem

a kiedy weźmiesz je do ręki
będzie tam miłość i jej koniec
marzenia wiersze i piosenki
jasny płomień

to w nim zobaczysz żal i dumę
wciśnięte w ludzkie zatracenie
coś jeszcze czego nie zrozumiesz
co jest cieniem

w ludziach jest wiele dziwnych rzeczy
wszystkie obejmie zacieranie
jeśli nie po nas to z nas przecież
coś zostanie

może prócz naszych białych kości
choć ślad popiołów po miłości

SAMTAIMS

 

Czasami bywa tak jak sen

po dobrej stronie nocy

czas skupia we mgle świeży tlen

 

w tym mroku pewnym tak jak mat

bezsenność mniej pazerna

przez moment znika widmo dat

 

nie mieszka w środku dawnych snów

i nie drży już jak kiedyś

brakuje go wśród starych nut

 

powoli znika to nie żal

to nawet nie wspomnienie

to myśli zagubiony gram

 

i wszystko starsze jak co rok

lecz nie brak nam niczego

na nowo brzmiący bawi krok

 

wygasi ogień wspólnych dat

roztrwoni to co marne

za łatwo traci człowiek czas

pozornie powtarzalny

 

 

 

 

 

 

 

 

ODSZUKANIE

Odnalazłem spokój

a nie każdy może

wielu w wyrzeczeniach

lub wśród upokorzeń

 

oto słodka cisza

i jej dłoń na mojej

cytrynowa woda

i realność objęć

 

odnalazłem spokój

i bezcenność godzin

przeszłość śpiąca obok

nic a nic nie szkodzi

 

bawi mnie ta zwykłość

i codzienność zdarzeń

śmieję się z niczego

o czymś jeszcze marzę  

 

odnalazłem wszystko

co ukryłem pilnie

kiedy to kochałem

co nie mogło istnieć

 

bez krzty zaufania

i spójności pragnień

jakby się skończyło

nikt już nie odgadnie

 

odnalazłem spokój

nie każdemu dany

taki że gdy dotkniesz

nie doświadczysz granic

 

czysty tak wyraźny

że nie można ładniej

cieszyć się istnieniem

 

może też odnajdziesz

NIECZYTELNE

W martwych zatartych śladach liter

łzawiących listów śmiałe słowa

za oknem lato już wypite

a ludziom coraz dziwniej w głowach

 

dni znaczą myśli wypisane

zdobyte szczyty zdarte szlaki

ścieżki biegnące niczym pamięć

pijane nieczytelne znaki

 

jak odpowiedzi giną lata

niech kwitnie wdzięczność że tu były

gubi się człowiek znika w datach

nie wie co czuje brak mu siły

 

każdy odbija dni od tego

czego już nie ma a się stało  

wreszcie to byłość dopnie swego

a po niej tylko głupia śladość

 

chwila za chwilą ozdobione

wersami może ktoś przeczyta

i wreszcie wyczuwalny koniec

bez nieczytelnych słów

bez pytań

W TONIACH

 

Morze

nie proszę wód o wiele

o płynną cząstkę fali w sobie

tego jednego z wielu wcieleń

o której mówi świat że człowiek

 

morze

wyczuwam że zatrzymasz

wśród fali wyścielonej wiatrem

tych klika kropel w których mijam

aż w końcu jakiś sztorm je zatrze

 

morze

spragnione wielkich brzegów

wydaj świadectwo naszych istnień

niech w twoich toniach w wiatrobiegu

spocznie świadomość że tu byłem

 

morze

ty jesteś od nas dłużej

gdy odejdziemy ty zostaniesz

daj poczuć wilgoć sól na skórze

zanim zamienisz nas w niepamięć

 

nigdy

nie wszedłem głębiej w ciebie

zawsze się bałem fal i toni

morze

to może będzie lepiej

gdy nie poproszę więcej o nic

JAK NA POCZĄTKU

Z widokami jak na pamięć

w szybkim biegu nagłych przyczyn

zanim resztki czas wyliczy

nigdy więcej nie okłamiesz

 

całą szarość spali światło

nie na rozkaz lecz z rozsądku

może być jak na początku

chociaż wcale nie jest łatwo

 

jeśli będziesz z chwil stworzona

jak nikt trwaj przy naszym boku

w nagłych cieniach ludzkich mroków

cała zadbaj tylko o nas

 

jakąkolwiek rolę pełnisz

wiesz już jak to będzie z nami

kto zarządzi minutami

kto roztrwoni czas bezcenny

 

trudny wymiar los przybiera

podążając za przyczyną

cichym krzykiem był

przeminął

bądźmy cali z tu i teraz

FLEJM

Ogień wiele ma powtórzeń

szybkich małych i tych dużych

 

płomień trawi każde jestem

dopalając ludzkie szczęście.

 

żar i iskry po nie było

czujesz ze zdwojoną siłą

 

w świecie dziwnych temperatur

wpiętych w znośną moc cytatów

 

nie ty zgasisz krew nie woda

na nic mroczność upodobań

 

płomień w końcu sam wygaśnie

wędruj zawsze tam gdzie jaśniej

 

kiedy wszystko w popiół zmieni

kolor ognia moc płomieni

 

ty żyj pal się płoń bo umiesz

jak najdalej od zrozumień

SAJLENT

Jest odwieczna cisza

umiesz jej wysłuchać

żyje w każdym dzisiaj

nie wpisana nuta

 

nie ma złego wczoraj

i lepszego jutra

nie istnieje w porach

nie odbija w lustrach

 

poczuj to bez żalu

nawet gdy odchodzi

nie płyń już za falą

czas ci tylko szkodzi

 

po co się z tym kłócisz

przecież każdy traci

taki już los ludzi

loser automatik

 

w intymności trwania

cisza jest niezgodą

ozdobioną w banał

w niczym brzmi tuż obok

 

milczy coraz głośniej

i wyraźniej z wiekiem

ścisza świat nieznośnie

uczy jak nie wiedzieć

 

nikt jej nie zapisze

można ciszę tylko

milczeć coraz ciszej

ściszać każdą chwilką

ZASTYGANIE

Jakie wolne oddychanie

nieprzejrzysty lód grymasu

zanim pojmiesz co się stanie

dni przyklepie stempel czasu

 

myślisz mało lecz to dużo

świty noce bezmiar smaków

nienazwana słowem czułość

brak jakiegokolwiek braku

 

umieramy jak atrament

chcąc uwiecznić zawsze młodzi

co zrobimy to zostanie

nie pomorze nie zaszkodzi

 

co skostniałe przenikliwe

niewstrzymanym zanikaniem

i do bólu aż prawdziwym

bezlitosnym zastyganiem

 

to coś w gardłach zawsze krztusi

w oczach kropel wodospady

każdy musi się nauczyć  

jak samotnie znieść zagładę

KROPA DESZCZU

 

W niespokojnych kroplach giną szybkie lata

wilgoć topi ludzi zapisanych w datach

 

i rozmywa byłość dni niewiele warte

opadają deszczem na to co zatarte

 

potem jeszcze burza to rozrywa wiatrem

wszystko co się stało działo się naprawdę

 

zima głód wychłodzi lato chęć wygrzeje

znów się tak jak kiedyś ze wszystkiego śmiejesz

 

to domino sekund jedna myk za drugą

byleby do przodu nic nie potrwa długo

 

do bliskiego końca czasu rytmu życia

do niezrozumienia jak bezcenne dzisiaj

 

w bezlitosnej kropli skuteczniej przecieka

to co wodoszczelne ponoć

a ty czekasz

 

na mrugnięcie oddech zapach na dobranoc

kropla deszczu człowiek

jedno i to samo

DANS

 

I nareszcie tańczysz 

czas przewijasz w kroplach

jak Don Kichot z Manchy

ale ma już postać

 

może trochę zmyślasz

kiedy mokro w oczach

żeby było przy nas

żeby sen po nocach

 

jeszcze trochę piszesz

w resztkach jak w oparach

nocą krzyczysz w ciszę

jak bezgłośna wiara

 

potem pewnie patrzysz

jak zanika mija

nic nie czujesz bardziej

nawet już nie bywasz

 

jeszcze trochę kochasz

bardziej od niechcenia

palce usta postać

traci na znaczeniach

 

prawie nie wspominasz

pozostawiasz chwilom

taniec wiecznych mijań

mówią na to miłość

BALLADA O TERAZ ALE ZANIM TO O KIEDYŚ

 

Idzie wiosna

smuży postać na skraju poranka

ciepło niesie aż po wrzesień na zimowych szklankach

zanim z boku krok po kroku zimne i samotne

zatrzymuje wilgoć trawy w słońcu

tuż za oknem

 

kicha kwiecień

watę plecie narodzonym mniszkom

słabnie zima lecz się trzyma tak jak nasza bliskość

maj za pasem a tymczasem potem lekko budzi

dziwne wojny bezsensowne jak

głupota ludzi

 

myśli teraz

czy pozbierać pozostałe resztki

te zamglone pomylone przejrzane jak prześwit

lśni półrocze a tu noce zimne i wilgotne

może bardziej nic nnie będzie

chłodniej i samotniej

 

a co będzie

pcha dni wszędzie albo i krok dalej

w żadnym teraz nie wybierasz więc doceniasz stare

najprawdziwiej lśni szczęśliwie co jak nic oznacza

że bez teraz i bez kiedyś

kochaj i wybaczaj

 

znika wiosna

lato zostań daj nam ważne teraz

już czas w drogę tam gdzie może będzie chciał docierać

zanim znikniesz nim przywyknie oswoi ze stratą  

lato będzie zdobić szatę

zamiast szata lato

 

 

 

 

 

 

 

LASTAJM

 

Coś z tego zawsze w nich zostanie

malutkie ślady wąskich nitek

komórki ułożone w pamięć

 

to jakieś nie wiem gdzieś pośrodku

może coś trochę tak pomiędzy

niezapisana forma wątków

 

i do samego końca dotrze

gdy ich obejmie wredna starość

co z tego mogli zrobić mądrzej

 

albo nie mogli tak być miało

szybkie refleksje nic poza tym

na żale czasu dziwnie mało

 

coś z nich zapisze tamto niebo

we krwi atomy wymienione

myśli pragnące ciągle czegoś  

 

pamięć przemieli ważne słowa

wypowiadane były wszystkim

teraz już można je pochować

 

byłość w wymiarach odpowiednich

tak bezboleśnie dni przenika

i już za nikim nikt nie tęskni

 

coś z tego ciągle będzie świecić

kiedy popatrzą ujrzą zawsze

zgubili tylko czas jak dzieci

 

 

 

 

 

 

 

SONG O AFTER AL

Od południa przyszedł deszcz

nagle pusto w środku chmur

bez kolorów spadał sens

kropel tyle ile bzdur

 

zmieszał dni bezwolny czas

przemeblował szczyty gór

przemianował profil miast

słowa skazał na brak ust

 

ślepnie ten kto patrzy wstecz

słyszy niewyraźny szum 

do widzenia pisał wiersz

dobry moment śpiewał chór

 

tak to żegnaj jak chcesz żyć

nie rzucając lat na wiatr

pisz bo tak odpędzisz nic

czuj bo jak wypełnisz brak

 

w życiu zawsze coś nie tak

w ciepłym wyczuwalny chłód

w końcu wszystko straci smak

zmieni w los jak woda w lód

 

tyle lodu ile łez

najważniejsze żyć z tym trwać

chcesz czy nie chcesz spadnie deszcz

pada after

leje all

DEŁYNERIS

Z jabłoni Ewy cisza bawi

jak dziecko sypiasz w cieple cienia

nie ma wymagań wszystko zmienia

nigdy samego nie zostawi

 

z kosza wszechczasów skład powietrza

rozpuszcza chwile w wolnej woli

na wszystko twoje ci pozwoli

coraz cieplejsza bardziej gęstsza

 

z miłości struga dni godziny

odnalezione w końcu świata

we włosy twoje imię wplata

nie szuka sensu zna przyczyny

 

jest pewna tak jak zastyganie

spokojnie nowy cel urodzi

a gorzką starość ci osłodzi

i nieśmiertelnie śmierć okłamie

 

z jej wiary wielka siła życia

jak balsam koi twoje nerwy

nie robi sobie z ciebie przerwy

i nawet wczoraj wciąż jest dzisiaj

 

z jabłoni Ewy owoc łączy

i pozostałe dni zaczyna

gdzie jej początek nie wiem

finał

przy Ewie tutaj czas się skończy

MAMORANDUM

Po drugiej stronie jesteś już

gdzie życia krzty nie słychać

a niewidzialny losu kurz

już wcale nie oddycha

 

więc szykuj jakiś kąt na law

na balkon posadź bratki

zgub ważność bardzo pilnych spraw 

i przeżyć z lat niełatwych

 

czego tam nie ma daj mi znać

ja już gotowy jestem

nie chodzi o kruchliwość ciał

nie ważne gdzie to miejsce

 

jeżeli jednak dasz mi znak

z tej drugiej ciemnej strony

to będę wiedział wtedy jak

odnaleźć i dogonić

 

po tamtej stronie coś tam jest

nie takie jak człek myśli

tak ojciec mówił mi we śnie

że spokój wiekuisty  

 

i każdy jest zupełnie sam

jak krucha mała cząstka

ale się jest i to też świat

w którym masz jakąś postać

 

pomijam dosyć grzeszny żal

do stwórcy za ten projekt

nie my kreowaliśmy świat

nie nasza czara pojęć

 

ważniejsze że twój adres mam

niedługo znów przyjadę

cierpliwie czekaj gdzieś u bram

z herbatą i obiadem

 

a potem nikt nie będzie sam

i wieczności po twojemu

jak tylko cię odnajdę tam

zrobimy jak Bóg nie mógł.

BITŁIN

Między niebem a ziemią

na jutrzejszą niepewność

śpiąc w na zawsze i wszędzie

jesteś ani nie jesteś

między cieniem a światłem

przecenionym przypadkiem

na co później i teraz

grasz swawolą w literach

poświęcony czas stracisz

a i tak nie zobaczysz

czy przez chwilę pomyśli

czy się wstydzi czym pyszni

bo już nie wiesz jak nie być

a jak jesteś to wtedy

czujesz to co nieczułe

ze wszystkiego żartujesz

odwrócone nie zwraca

namacalne namacaj

to cię może oszczędzi

coś głęboko

pomiędzy

BĘDZIE TAK

Od dobrego końca niewiele milszego

myślę co nas czeka na końcu wszystkiego

 

koniec to nie sekret nie niespodziewanie  

niechby i włóczęga byle zmartwychwstanie

 

będą pewnie tacy co śnić nie przestaną

dla nich niechaj świecą gwiazdy na dobranoc

 

kolorowy obraz jakiś sen na jawie

może inne światy w których jest ciekawiej

 

człowiek bardzo ładnie umie wiele wyśnić

a jak snu zabraknie popisowo zmyśli

 

w doli tej niedoli doczesności słonej

idzie się przewrotnie na tą drugą stronę

 

czasem nam wystarczy tylko zapamiętać

że miłość jest łaską a ziemia rzecz święta

 

wszystko co robimy mamy i kochamy

zniknie tak jak ludzie których dzisiaj znamy

 

to chyba uczciwe bez względu na wiarę

każdy ma swój własny życiowy ogarek

 

czasem bardzo trudno pojąć czym jest wieczność

byleby coś było byleby na pewno

 

jeśli to śmierć zimna ogień życia studzi

jak to będzie zasnąć i się nie obudzić

 

myślę co nas czeka po co ból i miłość

jak nie zapamiętasz że się tutaj żyło

 

i tak mi wychodzi że już martwy byłeś

będzie tak jak było nim się urodziłeś

DRGAŃ

Takie których oprócz nich nikt nie zapamiętał

takie które będzie lżej przyjąć po odejściach

 

czułość jak herbatę pić naprawiać zegary

pokorzystać z siedmiu żyć dobrze czas nastawić

 

takie które oprócz blizn nie mijają wcale

takie co to goją łzy przeganiając żale 

 

niecierpliwe ale ich jak na wieki wieków

doskonały tworzą mit co siedzi w człowieku

 

i te wszystkie oprócz chwil co są już daleko

tamte jakieś trzy po trzy plecione na brzegu

 

takie niecierpliwe ich dawno roztrzaskane 

wyciśnięte aż do krwi przetworzone w pamięć

 

bo tu w teraz światła śmierć pragnąc zaspokoić

tak jak pająk wije sieć mijającej nocy

 

mrok ociera wiatr o brzeg w nieskończonym ruchu

nieustanny wir ma sens niewzruszony tumult

 

jeden czuje inny nie stąd oczekiwanie

wielu nie wie a ja wiem drgań nie zaprzestaniesz

RIL

 

Gdybym mógł dogonić co się nieodstanie

a jeszcze nie szare chociaż w barwie cienia

to bym grał na nosie jak wybredna pamięć

tego nie dotykał tamto pozmieniał

 

gdyby móc to poczuć jak coś co powraca

a jeszcze nie znikło chociaż w drugą stronę

to by już nie trzeba niczego zatracać

ani smutnie wciskać w zamierzony koniec

 

gdybym mógł wybierać dokąd krąg zatoczy

co jeszcze nie czarne chociaż wzbudza cienie

wybrałbym twój dotyk w samym środku nocy

choćby miał być moim ostatnim życzeniem.

 

gdybym mógł odpędzić co się wlecze zawsze

a nie biegnie szybko chociaż wciąż przyśpiesza

to nie spoglądając mógłbym na to patrzeć 

nie mieszając w czasie wszystko w czasie mieszać

 

gdybym mógł pokochać tych których kochałem

ze dwa razy jeszcze o jeden raz więcej

mógłbym to zachować czego nie ocalę

wypisując miłość rymowanym wierszem

 

nie mogę

na przekór lepkim zapatrzeniom

więc odwracam oczy przywykam do pęknięć  

zmieniam z czasem rzeczy które nic nie zmienią  

zbieram czego nie ma

i nigdy nie będzie

NIEWID

 

Niewidzialność los kręci tu zatacza tam zbiera

w co cię wciska poczujesz może nawet już teraz

 

chociaż prościej by było minąć sprawy oddalić

ale płomień nie gaśnie i oświetla i pali

 

nadpłomienność ssie ducha i wytrwale rozjaśnia

zamienione w popioły zbiera wreszcie na krańcach

 

gdy ty idziesz w tą stronę gdzie jest jasność nie ciemność

i nie trudny nie znoje tylko pewna przyjemność

 

lekkoduszność ciut waży ze dwa nieba plus piekło

można o tym nie myśleć ale słowo się rzekło

 

milczeć mu nie przystoi wiele znaczy i zmienia

obalało narody było światłem w cierpieniach

 

słowo lubi być ważne i zawierać detale

wiecznym kołem niezmiennym tak wymawia zegarek

 

ma wskazówki lecz nigdy nam wskazówek nie daje

sunie tylko po tarczy przybliżając niepamięć

 

to jest to uwikłanie chcesz czy nie jesteś czasem

zdaniem w jednym rozdziale książki która jest passe

 

i bezwolnie do środka ktoś cię wrzuca nachalnie

przeczytany zanikasz

 

tak to jest niewidzialnieć

POCHOWANIA

 

Bez śladu gdzieś się zapodziewa

bez sensu czasem drążę szukam

to taki przemijania nietakt

lub w nadprzestrzeni dziwna luka

 

przed chwilą jeszcze lśniła w słońcu

a ja się grzałem ciepłem skóry

i nagle czytam coś o końcu

w odcieniach uczuć szaroburych

 

gdybym to zgubił to bym może

mógł się spokojnie godzić z losem

wyszło nam całkiem nie najgorzej

a teraz wpadło w dziwny nonsens

 

bez śladu przecież nic nie znika

nie czyni życie wbrew istnieniu

złą gorycz pustki wciąż przełykam

znajdując światło nawet w cieniu

 

coś pochowało się wśród znaczeń

tak jakoś dziwnie zbyt na siłę

spokojnie sobie to tłumaczę

że zapodziałem

nie zgubiłem

 

 

 

 

 

 

 

 

NIE OD NIE PYT

 

Wspomnienie zawsze mieszka obok

to nie daleko choć nie widać

dachy przykrywa szczelnie nocą 

neurony o istotę pyta

 

pamiętaj kto ci czas poświęcał

kto przelał pewność w twoje myśli

wystarczy że już czas się znęca

godziny gasi tak jak iskry

 

zapominanie tnie wspomnienia

nie wszystko dobrze ale lepiej

można być wdzięcznym za istnienia

albo świadomie cieszyć nie wiem

 

czasem skutecznie goją słowa

i można spojrzeć z innej strony

z czystym sumieniem podziękować

za to że było się spragnionym

 

nie mówią o tym słychać stale 

nie piszą ale kto myśl czyta

zna niewidzialnie wierne fale

nieodpowiedzi i niepytań

 

 

 

 

 

 

 

HAPITRIP

 

I niech ci na drogę i anioł i stróż

kot w butach i czar siedmiu życzeń

i niech ci po drodze bez wichrów i burz

pies w nogach cieplejszy niż styczeń

 

i niech ci na duszę tu miłość tam fart

czas w miejscu i zdrowie najlepsze

i niech ci na myśli i radość i żart

dni jasne i ktoś tam na szczęście

 

i niech ci to jakoś układa się tak

że lepiej i bardziej nie można

i niech ci w tym nadmiar i nigdy nie brak

a los niech cię chroni od rozstań

 

niech zawsze  na co dzień i ogród i dom

znajomi kochani i bliscy

i tego się trzymaj opiekuj i chroń

to właśnie ten stan co jest wszystkim

 

już nie myśl o tamtym ten zawód i żal

nie kuje od dawna za nami

znam smutek tęsknotę i ciebie też znam

od siebie byliśmy drogami

 

niech drogi nas wiodą kłaniają się nam

a bycie nie chwilą niedużą

pozwoli pamiętać że o to jest gra

by ciągle się cieszyć podróżą

 

 

 

 

 

 

 

POGASŁOŚCI

 

Coś w sobie tlenią pogasłości

wymarłe ostrym czasem ścięte

od dawna z innej drżąc miłości

kochają nagle mocniej pewniej

 

jak tylko można tak najbardziej

powstać po żarach i popiołach

tym co pogasło pewnie gardzą

tych co odeszli nikt nie woła

 

świtem rozpalą stan jasności

i chociaż świecą widmo gaśnięć

wisi nad głową brak ostrości

jak nieczytelna mroczna pamięć

 

co pogaszone już poznane

co się rozpala niepojęte

po tajemnicach ślady marne

bo już nie pęknie co pęknięte

 

w końcu z nich popiół wreszcie koniec

chyba nie można skończyć prościej

niż chwila albo wieczny moment

smak zaliczonych przyjemności

 

 

 

 

 

 

 

NOCZOIS

 

„możesz wybrać tylko mocno zasypiając

jak dziś pocałujesz gwiazdy na dobranoc” 

L.G.

 

 

Są na początkach końce podróży

i są godziny które czas dłuży

są mniej lub bardziej wierni niewierni

niepowtarzalność we śnie pośmiertnym

 

są też popioły dawnego życia

kiedy lśni w słońcu jedyne dzisiaj

zabierz je z sobą zanim stąd znikniesz

wszystko poza tym zaśpi przywyknie  

 

wiatr utul cicho pod poduszkami

zmieni coś w tobie a między nami

zgubią dni noce zrodzą się nowe

ktoś gdzieś odnajdzie na coś odpowiedź

 

jeśli masz wybór pod wiecznym niebem

będziesz jak kropla co szuka pęknięć

żeby odnaleźć co utracone

z głupią nadzieją że to nie koniec

 

nie ma wyboru jeśli odeszło

jeśli już było to ledwie przeszłość

szybka jak teraz wciąż nam ucieka

spójrz oto człowiek

nie ma człowieka

 
 

 

 

 
 

 

 

 
 

 

 

 
 

 

 

RÓŻĄ I DESZCZEM

 

Róże w deszczu wypatrzyły swoje okno

i deszcz w różach w szkło zastukał dosyć śmiało

ktoś za oknem wbija kolce wprost w samotność

i tak mocno żeby bardziej niż bolało

 

krople z kolców lecą wszędzie i na wszystko

kolce kroplą co się wbija nie rozpływa

ktoś za oknem porozrzucał dawną bliskość

i tak bardzo że już nie czuć żadnych bywań  

 

róża deszczu zapukała w zimną szybę

a deszcz roży wbił noc wiatrem w parę szczelin

ktoś za szybą wciąż próbuje być na niby

i tak dobrze że nie sposób kłamstw oddzielić

 

róża kropel cicho zwiędnie w cieniu okien

krople róży obmywają z łez człowieka

ktoś za szybą pragnie wygrać z ciężkim mrokiem

i tak długo że już pewnie nie doczekasz

 

liście z deszczem z siłą wiatru lecą w szklane

deszczu liście przeciskają sens z wilgocią

z tego deszczu jakieś słowa wygrzebałem

tak niewiele że sam nawet nie wiem po co

BALLADA O WCZEŚNIE ALE NA POTEM

 

Oto wcześnie

choć śpi jeszcze śniąc odległe potem

chwile za nim widać na nic dalej lśni z powrotem

długo myśli tyle istnień zatrzymanych wspomnień

potem łapie łzy za krople skrywa w nich zapomnieć

 

złudne potem

jak idiotę wiedzie myśl w nieznane

w pełnej krasie i o czasie znika sobie pamięć

sekund tyle jak motyle ulatują nagle

kropli sensu szukasz w płaczu ale nie odnajdziesz

 

właśnie teraz

z siebie ściera resztki studzi ślady

jest zbyt późno więc na próżno szuka na to rady

stygną deszcze cichych westchnień i obietnic danych

tak by chciały móc uniknąć losu zapomnianych

 

już za nimi

Hiroshimy linie przekroczone

a co dawno lata skradną nim nadciągnie koniec  

w stercie pytań myśl znów świta o tym że się stanie

niechby nawet było sobie tylko powtarzaniem

 

los nie tęskni

za to kręci każdą nową drogą

co o czasie w pełnej krasie idzie sobie obok

nowe plany stare plamy nagle takie sauté

czas zrozumieć że jest zawsze za wcześnie na potem

POMIĘDZY 

 

Po cieniach nie ma nawet cienia

po świeci ani krzty jasności

popioły zasną w spopieleniach

nie można bardziej nic uprościć

 

po było nie ma kropli czegoś

po będzie może coś tam będzie

jest coraz bliżej dziwna niemoc

wierna jak pewność ludzkich nieszczęść

 

po potem zawsze jakieś cele

po teraz potem i od nowa

jeśli to tylko jedno z wcieleń

to nie da się go ująć słowach

 

miłości które już odeszły

cierpienia co to już za nami

a my jak zawsze gdzieś pomiędzy

i umierając wciąż czekamy  

 

na wszystko

 

ani śladu więcej

po niczym pełna garść pustego

coś w końcu będzie coś nie będzie

i nikt nie dowie się dlaczego

PATS 

 

Szlaki od dawna zaniedbane

na cieniach czasów śpią motyle

ślady po cieple bliskich ramion

właściwie to aż tylko tyle

 

czasami może nawet nadto

co potem z niczym pozostaje

to nic wypełnia wszystko stratą

lecz coś się nigdy nie poddaje

 

to nie jest celem ani drogą

tylko przyczyną tej podróży

płyniemy niczym ciężki obłok

co się tym wszystkim nocnie chmurzy

 

czasem się uda wejść do środka

poznać i poczuć co to znaczy

wiele zrozumie kto napotkał

a jeszcze więcej ten kto stracił

 

gdy nie ma szlaków szukam drogi

jeśli brak drogi szukam ścieżek

lecz coraz starsze ciężkie nogi

i bardziej chciałbym niż w to wierzę

RAZ

 

Coraz to trudniej jest pamiętać

pamięć też w końcu musi przestać

 

w jeziorach czasów i w dnia rzekach

czas przez nią dziwnie w noc przecieka

 

nawet nie czuje kiedy płaczesz

tak jakoś w teraz jest inaczej

 

a to inaczej jest jak zawsze

pełne i wzniesień i wypłaszczeń

 

coraz to szybciej było znika

po nic są wpisy w pamiętnikach

 

ginie w sekundach i neuronach

tych co przed nami i tych po nas

 

drzwi nie zamykaj w świecie wspomnień

lecz nie dotykaj jeśli dotkniesz

 

i tak tym samym już nie będzie

lubi odpływać może gęstnieć

 

długo myślałem o tym wszystkim

jest dużo lepiej jak nie myślisz

 

tylko na nowe czas otwierasz

bo pierwszy raz jest zawsze w teraz

O CZASIE

 

Jak noc znikaj pięknie znikanie to wieczność

na wszystko przysięgnie

że nie jest w niej ciemno

 

a jeśli uwierzysz to nawet pogłaszcze

i będziesz heretyk

z nadzieją na zawsze 

 

jak dzień mija szybko w mijaniu istota

ukryta przed chwilą

ma wieki na pokaz

 

więc jeśli przeoczysz to życie ci pryśnie

a czas się potoczy

za prędko jak zwykle

 

przemijaj jak miłość nie wiedząc dlaczego

nie pojmuj że była

nie bywaj i nie bądź

 

tak pewny jak plotka jak obiekt wypatrzeń

a wszystko cię spotka

o czasie

jak zawsze

WARTO 

 

To okruszyny małej chwili

w tym cieple jednej letniej nocy

jak wszystkim dziwom się nadziwić

o co prosić

 

niczego nie ma bez znaczenia

czy jest coś blisko czy daleko

czas ci pokaże jak doceniać

trwać na przekór

 

poczuj zapachem i dotykiem

jak pragniesz mocniej i chcesz więcej

bądź kimś dla siebie nie być nikim

oto szczęście

 

jeżeli jeszcze nie wiesz nie masz

wciąż próbuj szukać pragnij znaleźć

bo nie przekwitasz lecz dojrzewasz

idąc dalej

 

uwierz że warto ten kto zranił

odchodzi szukać czystych sumień

nic już nie czuje wszystko na nic

nie zrozumie

OBIETNICOŚĆ

 

Kwitną złamane obietnice

o razem może i na zawsze

pod spodem drzemie kilka życzeń

na zewnątrz jakby trochę martwiej

 

i niechby czasem coś na wiwat

danego słowa nie dotrzymasz

 

bo czym jest takie dane słowo

zapożyczeniem od podziwów

gdy zachwyt staje się niemową

a papier do linijek przykuł

 

zdania nadrzędne i podrzędne

w nawiasach niczym bliznach pęknięć

 

lepiej przemilczeć nic nie mówiąc

bo można nie móc słów dotrzymać

wszystko niepewne tak jak jutro

co zawsze wlecze jakieś chyba

 

to nie tak że ktoś tam specjalnie

albo naprzeciw ludzkich pragnień

 

jeżeli składasz obietnice

to chcesz i starasz się dotrzymać

ale to nie jest koncert życzeń

wyobrażenie szybko mija

 

więc wchodź istotnie w sprawy sedno

z poczuciem że masz jakąś pewność

 

z obietnic starych dawnych przysiąg

nie pozostało im zbyt wiele

dawno umarło to co było

jak kilka marnych dziwnych wcieleń

 

po drodze droga bywa kręta

nie obiecują zapamiętać

NOCZENCZ

Żadnych zmian wszystko po staremu

wzruszenia gesty takie same

i drżenia jakby nikt już nie mógł

zasypia w piórach bóg atrament  

 

ten pogodzony czas z liryką

co to czasami bieli chętnie

choć to rymami płynie miłość

lecz nie od bieli kolor szpetnie

 

w obecnym stanie nic nie zmienisz

bo tutaj wszystko trwa w tym teraz

bywa coś przemknie gdzieś wśród cieni

czasem zaboli jak cholera

 

żadnych zmian wszystko tylko nowe

nowo poznane choć się działo

zna to na pamięć każdy człowiek

ale chce więcej wciąż mu mało

 

jakby na przekór nic a jednak

mieli nas życie i przetwarza

więc się nie wzbraniaj nie przysięgaj

i to co nowe też powtarzaj

WYGASZENIA

O parasole rozbija krople

samotność deszczu

dusi się burzą gotowa moknąć

suchość w powietrzu

 

a w nich jest ogień jasne przestrzenie

i dni gorące

ulewa zmywa ostatnie cienie

wychodzi słońce

 

godzina goni tuż za godziną

co już uciekła

ciągle próbują bo wielką kpiną

byłoby przestać

 

niby odlicza czas na zegarach

lecz wymyślili

jak by tu można tak się postarać

żeby nie byli

 

za ścianą hałas za oknem ognie

w resztkach północy

zanim się zgodzą dalej samotnieć

zawiną w kocyk

 

zmęczone oczy mgły i widoki

próbując zasnąć

będą się jeszcze wsłuchiwać w kroki

choć już nie warto

 

deszcz w końcu milknie pije go cisza

poluje pająk

tak się spalili że nikt nie słyszał

jak wygasają

50 ........................................................​

.............................

..................

...........

....

..

.

 

 

 

TAK CAŁKIEM

Zanim odejdzie już tak całkiem

niewymuszone brzegi spojrzeń

rzuci na nieskończoną pamięć

żeby móc raz ostatni dojrzeć

 

jak się zamienia miłość w kamień 

 

zanim niczego nie poczuje

co rozrzucone będzie zbierał

skalował z niepojętych ujęć

wstrzymywał co i tak zaciera

 

z czasem zegarom podziękuje

 

zanim się zgubi w głośnej ciszy

dźwięki utopi w ostrym brzmieniu

te które wcisnął w trwalsze wpisy

te co mu mówią po imieniu

 

i tylko on je ciągle słyszy

 

zanim odejdzie spojrzy jeszcze

ukradkiem w byłość której nie ma

bo przecież znika czas i przestrzeń

bo tak naprawdę tu i teraz

 

gdy zacznie padać będzie deszczem 

 

zanim nie odda nawet myśli

wymyśli że to wszystko na nic

te zamienione w popiół iskry

ta dal przez którą człowiek krwawi

 

jeśli od dawna jest po wszystkim

NIESZCZELNOŚĆ

To kruchość albo odkładanie

na jakąś chwilę lub na potem

to wieczna walka w zdobywanie

istoty rzeczy za istotę

 

jak kropla cienka jak pergamin

ale się sączy wolno wzbiera

przesiąka dobijając granic

żeby zaistnieć tak jak teraz

 

to teraz taki złudny moment

gdy się wydaje że na zawsze

i można nagle coś z powrotem

albo że chociaż jakaś pamięć

 

nie zapamiętasz o czym miałbyś

pamiętać lecz to chyba lepiej

gdy wypłowieją stare skarby

istota rzeczy dni wyczerpie

 

niewielu ludzi o tym myśli

nie wiedząc co się dalej stanie

są tacy którym los uściślił

to piękne wspólne przeciekanie

KWESTIA WYOBRAŹNI

Nie na wiele nam serce

nie za bardzo nam dusza

gdy daleko od nieszczęść

bardzo blisko do wzruszeń

 

jak nam dobrze bez żalów

coraz znośniej bez siebie

na krawędziach bezmiarów

robi się coraz lepiej

 

nie byliśmy za mocno

lekko tak raczej dziwnie

ustawiona zła ostrość

dla wyglądu nieistnień

 

wymieniamy co chwile

dobry moment jak durnie

nie widzimy pomyleń

oczekując na później

 

lecz co potem jest względne

a radośniej jest w teraz

chroń więc serce od pęknięć

dawne żale zacieraj

 

choć do wzruszeń tak blisko

skutek dosyć niejasny

więc to chyba już wszystko

czarnym tłem wyobraźni

FORFRI

 

Uwolnij światło bądź promieniem

co jest energią źródłem pragnień

nie będzie wtedy nic już nie wiem

tylko wciąż bardziej albo ładniej

 

puść wolne słowa gęstym wierszem

z emocji lub doświadczeń wszelkich 

to właśnie po to tutaj jesteś

dla wersów jak dla nieba błękit 

 

wrzuć rymy wlej je wprost do ucha

zrozumiesz w końcu skąd to płynie

w kobiecie obok dni zasłuchaj

pięknie się starzej właśnie przy niej

 

uwolnij wolność obowiązek

z natury rzeczy z przyrodzenia

pozmieniaj końce na początek

zanim los rzuci do widzenia

 

odpuszczaj ciesz się każdą zmianą

obserwuj co się w końcu stanie

przysięgam można ciągle pragnąć

wbrew temu co ci plecie pamięć
 

oświetlaj nocą bądź promieniem

aż w końcu tak poczujesz duszę

jak ja gdy wchodząc w nieistnienie

pojąłem że już nic nie muszę

 

 

 

FOLLOW ME

  • Facebook Classic
  • Twitter Classic
  • c-youtube

© 2023 by Samanta Jonse. Proudly created with Wix.com

bottom of page